Projekt: wieczór – epizod 2 – czas się rozerwać!

Projekt: wieczór – epizod 2 – czas się rozerwać!

Pomysł wpadł jakoś znienacka. Zakiełkował podczas rozmowy o wyładowywaniu się strzelnicy, ale musiał swoje odczekać na wolny wieczór… O co chodzi?

Otóż chodzi o granat F1. Radziecką myśl zbrojeniową podpieprzoną od Francuzów w tak dosłowny sposób, że nawet nazwy nie chciało się nikomu zmieniać. „Zabawki” tej używała Armia Czerwona w czasie drugiej wojny światowej, a produkowały polskie zakłady zbrojeniowe do początku lat 90-tych. Gdybym urodził się parę lat wcześniej, to pewnie uczyliby takim w szkole na Przysposobieniu Obronnym rzucać, no ale niestety… Za teraz mogę sobie taki wydrukować!

grzechotka-granat

Nie chciałem, aby moja nowa kreacja stała się kolejnym zbieracza kurzu. Postanowiłem więc wymyślić dla niej jakąś funkcję. Jako, że rozmiar granatu odpowiada rozmiarom grzechotki, kierunek określił się sam. W czasie modelowania korpusu, w jego górną część wpasowałem gwint, sam środek zaś pozostawiłem pusty. W ten sposób otrzymałem granat z opcją rozkręcania i wypełnienia czymkolwiek bądź.

Do grzechotania idealnie nadają się kuleczki z pochłaniaczy wilgoci. Można je znaleźć w małych woreczkach, na przykład w pudełkach na buty. Wyszło całkiem nieźle, więc zmykam rozwijać się muzycznie, a Was zostawiam z filmem poniżej. Do usłyszenia następnym razem!

Zakodowany 3D tuning

Zakodowany 3D tuning

Rozpoczęły się wakacje! Ci z nas, których dzieciństwo przypadało na lata 80 – 90 poprzedniego stulecia pamiętają zapewne zabiegi i gadżety, bez których żaden „poważny” rower nie mógł się obyć. Bardziej sentymentalnym zakręci się łezka w oku, gdy powspominają Wigry 3 i pierwszy tuning, polegający na zdjęciu z niego wszystkiego, co zbędne. I tak poczciwy składak, już bez bagażnika i błotników, nabierał crossowego charakteru – chociaż wtedy takich określeń mało kto używał. Rower miał być fajny, rozpoznawalny i inny niż u kolegi (chociaż jazda bez opon jak u cwaniaka na zdjęciu poniżej to może już lekkie przegięcie…).

chlopaki_na_rowerach
Źródło: images.photo.bikestats.eu

Innym, za to być może bardziej popularnym sposobem na „tuning” roweru były koraliki na szprychy. Ten turkot plastiku, gdy zwalniając podjeżdżałeś do kumpli na osiedlu… Z kumplami, swoją drogą, trwał zażarty handel wymienny. Nie tylko koralik za koralik, ale też koralik za gumę Turbo(!). Mój składak był zielony, więc kolekcjonowałem kulki zielone i czarne, żeby uzyskać coś a’la efekt wojskowego kamuflażu.

Myślicie pewnie, że trochę odjechałem z tymi wspomnieniami. Być może, ale najważniejsze w tym jest to, że od wspomnień, do druku 3D droga okazała się bardzo krótka. Kiedy kilka dni temu przypomniały mi się koraliki, postanowiłem wykorzystać drukarkę 3D i wydrukować sobie kilka sztuk. Zamiast jednak rysować bryłę koralika, zdecydowałem się ją „napisać”. Dokładnie tak: napisać kod, na podstawie którego oprogramowanie komputerowe wygeneruje model 3D koralika, który następnie będę mógł wysłać do drukarki i czekać na efekt.

koralik_openscad

Bardzo przyjemnym i intuicyjnym programem do kodowania modeli 3D jest OpenSCAD. Używanie go, polega na pisaniu skryptu, który następnie zinterpretowany przez komputer, zwraca model 3D. Mój koralik, to w istocie dwadzieścia dwie linijki kodu (nie licząc deklaracji zmiennych), w którym dodawane i odejmowane są od siebie ostrosłupy i walce. Lekcje stereometrii na matematyce w ostatniej klasie 8-letniej podstawówki miały jednak sens!

Druk_3D_koraliki_x4

Drukarka 3D długo jeszcze nie wejdzie do zestawu podstawowych sprzętów domowych. Poza dostępnością maszyn dla przeciętnego gospodarstwa domowego ograniczeniem jest umiejętność modelowania 3D. Lecz jak pokazuje przykład mojego koralika – wystarczy podstawowa znajomość matematyki na poziomie szkolnym i mały opensource’owy program, aby osiągnąć coś naprawdę fajnego!

Klips na banknoty

Klips na banknoty

W Polsce klipsy na banknoty nie są zbyt popularne. Za wielką wodą zaś uważa się je za designerski element dodający właścicielowi męskości – bo to właściwie męski gadżet, kobiety mają przecież swoje bezdenne torebki.

Klipsy na banknoty mają jedną podstawową funkcję: pomagają utrzymać papierowe pieniądze (a w dzisiejszych czasach również karty kredytowe i inne funkcjonalne plastikowe plakietki) w ładzie i porządku. Zwyczajnie zastępują portfel – szczególnie w tych krajach, gdzie praktycznie nie używa się monet (jak chociażby USA, gdzie 90% klientów dostając resztę w drobniakach, wrzuca je do skarbonki na napiwki).

Co ciekawe, kiedyś klipsy w Europie stosowane były jako zabezpieczenie przed kieszonkowcami – bo pieniądze przypinało się do ubrań. W USA natomiast, w okolicach pierwszej dekady XX w., klipsy na pieniądze zaistniały jako elementy trendu modowego, którego zadaniem, poza pełnieniem standardowej funkcji, było podkreślanie statusu właściciela – klipsy najczęściej wykonywane były bowiem z metali szlachetnych, takich jak złoto i srebro.

Ja, co prawda drukować ze złota i srebra nie potrafię (jeszcze!), niemniej zainspirowany pomysłem mojego przyjaciela ze Stanów, jeden taki klips wydrukowałem. Ów gość, z pochodzenia Serb, mieszkający na Florydzie, powiedział mi kiedyś, że odkąd kupił klips na pieniądze, zapomniał, co to portfel. Na wakacje wybierał się w rodzinne strony i pomyślał o prezencie dla swojego brata mieszkającego w Belgradzie. Brat ten jest zapalonym fanem futbolu i kibicem Fudbalskiego klubu Crvena zvezda. Dla znawców tematu przypomnienie: zespół ma na koncie Puchar Europy oraz klubowego mistrzostwo świata z 1991 roku.

FC_Red_Star_Belgrade

Przyjaciel ze Stanów jest właśnie w drodze do Belgradu, a klips leci w to samo miejsce ładnie zapakowany w kopertę. Jest to prawdopodobnie pierwszy i jedyny klips na banknoty z logiem Crvenej zvezdy, jaki kiedykolwiek powstał.

Mówi się, że potrzeba jest matką wynalazków. I prawda, ale to drukarka 3D pozwala na dopasowanie tych wynalazków dokładnie to naszych wymagań i potrzeb!

money_clip

Meblowi re-wynalazcy

Meblowi re-wynalazcy

Istnieją dwa rodzaje wynalazków: po pierwsze wynalazkiem jest coś, wymyślone kompletnie od zera, po drugie wynalazkiem jest nowe zastosowanie czegoś, co już wcześniej zostało wymyślone. Skupmy się na tym drugim rozumieniu. W tych przypadkach wynalazca/innowator, wziął coś, co już było i nadał temu nowe znaczenie. Wymyślił nowe zastosowanie. Przykłady? Można je mnożyć w nieskończoność: od obudowy długopisu jako rurki do tracheotomii w ekstremalnym przypadku, przez słoik po musztardzie, gdy zabraknie kieliszków, wazon z butelki, po kij od szczotki wykorzystany w samoobronie.

Oczywiście doskonałymi wynalazcami są dzieci. Ich wyobraźnia jest ogromna, a najciekawsze zabawki starają się iść z nią w parze. Doskonałym przykładem są LEGO linked here. Zastosowań pojedynczego klocka nie dałoby rady zliczyć. Co ciekawe – odpowiednikiem LEGO dla dorosłych mogą być produkty IKEA. Zastanawiacie się o co chodzi?

IKEA_hackers_logo

Mam na myśli IKEA Hacks – swojego rodzaju nurt skupiający się wokół znajdowania produktom szwedzkiego producenta nowych zastosowań. Według pasjonatów IKEA i podejścia „zrób to sam”, stołek nie musi być stołkiem, może równie dobrze być sankami, rowerkiem lub półką na książki. Szklanka skarbonką, segregator stolikiem, krzesło wieszakiem, słoik kloszem, a kapeć uchwytem na pilota itd. itp.

IKEA_hack

Internet jest skarbnicą takich pomysłów – realizacja większości z nich polega na zmodyfikowaniu oryginalnego produktu przy pomocy prostych narzędzi, część wymaga mini-warsztaty stolarskiego. Jest oczywiście również cała masa pomysłów wykorzystujących – a jakże – druk 3D! Zaciekawieni? Wiele realizacji wraz z instrukcjami znajdziecie na blogu www.ikeahacks.net oraz na www.instructables.com.

Wspomniane zastosowania to z kolei pomysł, który odnalazłem jakiś czas temu na www.thingiverse.com: Andreas Bhend i Samur N. Bernier opracowali sposób przerobienia flagowego stołka IKEA na rowerek i sanki na z wykorzystaniem elementów wydrukowanych wykonanych przy pomocy technologii druku 3D. Efekt wygląda naprawdę fajnie, a przy okazji można zostać bohaterem złotą rączką w oczach swojego dziecka, lub jeszcze lepiej – projekt zrealizować wspólnie z nim!

IKEA_sanki

Jeżeli pierwszy raz usłyszeliście dziś o „hackowaniu” IKEA, to szczerze zachęcam do zgłębienia teamu i podzielenia się swoimi odkryciami!

Zegar biurkowy

Zegar biurkowy

Nie jest odkryciem, że czas biegnie nieubłaganie – chociaż rzadko kiedy z tą samą prędkością. Wiadomo, że poniedziałek wśród wszystkich dni tygodnia trwa najdłużej, a weekend leci jak z bicza trzasł. Ale w ramach godzin pracy można również zaobserwować różnice. Do południa wskazówki kręcą się dość szybko, w odróżnieniu od ostatniej godziny przed fajrantem. Ta z kolei potrafi potrwać i tydzień.

W druku 3D jest podobnie. Siadasz do modelowania zaraz po śniadaniu. Mija 5 minut, a zegar (i żołądek) mówi, że przydałaby się kolacja…kiedy minął czas obiadu?

zegar_workspace

Jeżeli zaś chodzi o drukowanie 3D… tu przydałby się przyspieszacz czasu. Ostatni wydruk 3D na zamówienie trwał 36 godzin. W porównaniu z „tradycyjnymi” metodami produkcji jak np. metoda wtryskowa czas potrzebny na realizację jest nieporównywany. Gdy jednak weźmiemy pod uwagę cały proces – od pomysłu to realizacji, druk 3D wygrywa. Znów porównując z wtryskiem – nie musimy marnować czasu i pieniędzy na formę.zegar_wydruk

I tak właśnie, przemyślawszy powyższe, postanowiliśmy zrobić zegar na biurko. Mechanizm i wskazówki zostały kupione już jakiś czas temu i leżały w szufladzie. Tarcza – tu pomógł rower, któremu znajomy zrobił prezent w postaci nowych tarcz hamulcowych – jedna ze starych nadała się idealnie. Nie zapominajmy oczywiście o drukarce 3D – bez niej podstawa i mocowanie mechanizmu raczej nie postałoby w jeden wieczór. A tyle właśnie trwało zrealizowanie tego zegarowo-recyclingowego projektu.

Podsumowując – trochę recyclingu, potrzeba chwili, 5 minut modelowania i mamy coś z niczego. A Ty Czytelniku – następnym razem, gdy będziesz miał coś wyrzucić zastanów się, czy nie można by czegoś z nich zrobić. I oczywiście daj znać – z przyjemnością wesprzemy Twój projekt!

zegar