LEGO Radio, czyli everything is awesome

Dzień dobry, jestem AFOLem, a ten wpis to mój coming out.

AFOL, nie mylić z a fool, to jedno z określeń na dorosłego fana klocków Lego, co z angielskiego brzmi adult fan of Lego. Nie dorastam co prawda do pięt tym fanom, którzy co chwila kupują sobie nowe zestawy. Nie ukrywam jednak, że chciałbym, a strona internetowa Lego jest jedną z najczęściej przeze mnie odwiedzanych. Jestem również fanem Gwiezdnych Wojen (co już pewnie było widać na blogu, np. tu i tu), więc moim marzeniem jest Sokół Millenium w wersji USC (ostateczna wersja kolekcjonerska), na którego zbieram od momentu wypuszczenia. Tak! Zbieram, chociaż pewnie większość AFOLi z dochodami zbliżonymi do moich pewnie poszłaby do sklepu kupić od razu. Rozumiecie więc, ze w moim umyśle toczy się nieustanna walka, w której to Jasnej i Ciemną strona Mocy rzucają w siebie klockami. Jeżeli Jasna upadnie to w końcu sobie kupię ten zestaw 😀

Fanem klocków Lego jestem nie tylko z oczywistego powodu ich niekwestionowanej zajebistości w kategorii kreatywnej. Lego to też wspaniała inwestycja o czym pisał w swoim czasie między innymi Forbes (tu). Jak to działa? Otóż firm Lego z założenia nie robi reedycji tych samych zestawów, co powoduje, że w momencie zaprzestania sprzedaży stają się one przedmiotem kolekcjonerskim. Wspomniany Sokół, w dniu wyczerpania zapasu w oficjalnym sklepie Lego z momentalnie zdrożał o 30% w sklepach stacjonarnych, które go jeszcze miały na półkach. A był to tylko chwilowy brak dostaw! Ciekawostką jest, że Victoria Dobrynskaya, doktor ekonomii z moskiewskiego Higher School of Economics udowodniła w artykule z kwietnia 2017, że w latach 1981-2015 kolekcjonerskie zestawy Lego zyskiwały na wartości nawet 11% rocznie. Był to wynik lepszy od akcji czy obligacji na jakiejkolwiek giełdzie na świecie. Pracę wspomnianej pani można przeczytać tu.

Ale nie o inwestowaniu w Lego miało być, tylko o tym, że… radość można znaleźć na śmietniku. Jest piękny depresyjny jesienny dzień w przeddzień Święta Niepodległości. Niedziela niehandlowa, więc nie ma co robić. Siedzę w domu z młodszą córką, bo chora. Telefon brzęczy. Patrzę – Żona, która poszła na spacer ze Starszą, przysyła mi zdjęcie czerwonego boomboxa w kształcie klocka lego 2×4. Czad! Ktoś na śmietnik wywalił, bo klapka od CD się nie zamyka i antena złamana. „Ale się nie zamyka” przychodzi kolejny SMS. Co tam! „Weź! Naprawię :D” w te pędy odpisuję.

Boomboxy Lego były w sprzedaży w 2009 roku po 99 PLN. Za działający egzemplarz na jednym z portali aukcyjnych trzeba zapłacić, w momencie pisania tego wpisu, między 99, a 149 – z tym, że USD. A jakiś zawodnik pozostawił to cacko pod śmietnikiem! Ha!

Śmiem twierdzić, że recykling to fikcja drodzy Państwo. W czasie gdy nawet Bałtyk po sztormie zostawia góry śmieci na naszych plażach, lepiej naprawiać sprzęty niż je wyrzucać i kupować nowe. Uważam, że propaganda recyklingu wyprała nam wszystkim mózgi i pozwoliła uwierzyć, że jak coś ma ten fajny znaczek zielonymi strzałkami, to po to coś po wyrzuceniu do śmieci magicznie zostanie wykorzystane ponownie. Elektrośmieci może i tak, bo w nich są metale szlachetne i ich odzyskanie się opłaca, ale reszta odpadów?

W radiu, które przyniosła do domu dla mnie Żona brakowało 3 elementów: anteny, klipsa zamykającego kieszeń na CD oraz kabla. Wszystkie te 3 rzeczy kupiłem w internecie za 25 zł z przesyłką. Bez dwóch zdań najlepsza inwestycja tego roku.

Podczas kolejnego niedzielnego spaceru przyjrzyj się, ile pieniędzy ludzie wyrzucają. Większość sprzętów można naprawić samemu, albo od biedy kupić części zamienne. Wiesz, że w Internecie można dostać każdy najmniejszy element blendera kuchennego? A jak znasz kogoś z drukarką 3D, to możesz sobie w zasadzie wszystkie plastikowe elementy dorobić? Zastanów się dwa razy zanim wywalisz coś na śmietnik. Zadbaj, jeżeli nie o Planetę, to chociaż o swój portfel.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *