Breloczek dla psychofana

Breloczek dla psychofana

Kto lubi Gwiezdne Wojny ręka do góry! Pozostałych również zachęcam do lektury. Będzie o breloczkach, kodowaniu geometrii, druku z metalu i nikomu niepotrzebnej wiedzy, z której korzystanie daje satysfakcję i trochę frajdy. Ach i o Gwiezdnych Wojnach oczywiście też.

Nawet ci, którzy z Gwiezdnymi Wojnami są na bakier, kojarzą R2-D2. Taki mały, srebrno biało niebieski robocik, a dokładniej droid naprawczy. Dla nieobeznanych – wymawia się to artu-ditu, aczkolwiek mam w domu książkowe wydanie „Gwiezdnych Wojen” z 1990 roku (a dokładnie przekładu tej książki), gdzie tłumacz wymyślił sobie Erdwa Dedwa, a także Ce Trzypeo. Zakończę ten akapit milczeniem.

Wracając do meritum – R2-D2 ma niezwykłą umiejętność podłączania się do systemów komputerowych na statkach i stacjach kosmicznych, a w konsekwencji ratowania pozostałych bohaterów z opresji. Odbywa się to poprzez obchodzenie zabezpieczeń, otwieranie lub zamykanie grodzi, a nawet wyłączanie systemu utylizacji odpadów. Do podłączania się do systemu, droid wykorzystuje jedno ze swoich ramion, które wkłada do interfejsu, a następnie kręci nim w lewo i prawo, do uzyskania co tam akurat potrzeba. Ramię to wygląda trochę jak przerośnięta wtyczka typu jack.

starwarsscreencaps.com. (c) LucasFilm / Disney

Inspiracją dla breloka, o którym jest ten wpis, nie jest ramię R2-D2, lecz właśnie wygląd interfejsu, do którego droid się podłącza. Ten swoisty port USB wygląda jak kilka koncentrycznych pierścieni o nierównej powierzchni, które przekręcają się niezależnie od siebie w momencie, gdy port jest w użyciu. Jedna z mobilnych gier ze świata Gwiezdnych Wojen wykorzystuje ten pomysł na ekranach ładowania. A ja postanowiłem zrobić z tego breloczek.

Uwaga: teraz będzie nuda na temat tego w jakiś sposób breloczek został zaprojektowany. Jeżeli Cię to nie interesuje, możesz przeskoczyć do ostatniego akapitu.

Gdy postanowiłem przygotować model, wizja w głowie była prawie w całości wyklarowana. Nie wiedziałem jednak jakiej wielkości ma on być. Aby zapewnić sobie elastyczność – postanowiłem użyć programu OpenScad i napisać kod, który wygeneruje dla mnie model.

Wciąż nie będąc zdecydowanym co do wymiarów – zacząłem pisać kod z założeniem, że kluczowe właściwości breloka (jak grubość czy promień) będę pewnie chciał zmieniać w trakcie „zabawy”. Zacząłem od definicji zmiennych odpowiedzialnych za wspomniane wymiary. Decyzje o tym, czy przez środek ma być otwór, czy też nie, również postanowiłem zostawić na później. Podobnie kwestie wklęsłości/wypukłości pierścieni budujących brelok.

Początkowa lista zmiennych:
h = 2.5; //wysokość bazy breloka
dpod = 30; //średnica bazy
otw = 1; //1 – otwór w środku, 0 – brak otworu
ip_wew = 1; //1 – pierścień wystający, 0 – pierścień wklęsły
ip_sro = 1; //1 – pierścień wystający, 0 – pierścień wklęsły
ip_zew = 1; //1 – pierścień wystający, 0 – pierścień wklęsły

Konstrukcję modelu wymyśliłem tak, żeby najpierw napisać kody tworzące jego elementy, a następnie brelok z nich poskładać. Zaczynając od bazy, która jest różnicą między cylindrem o wysokości h i średnicy dpod, a cylindrem o średnicy równym 3/14 średnicy breloka. Jak widzicie poniżej, dzięki zastosowaniu wyrażenia if, kwestia czy brelok posiada otwór w środku, czy też go nie ma, zależy od zmiennej otw zdefiniowanej na początku.

//baza breloka
module
baza(otw) {
    difference () {
        cylinder(h, d=dpod, center=true);
        if (otw==1) cylinder(h, d=dpod*1.5/7, center=true);
    };
};

W następnej kolejności przygotowałem kod definiujący pierścienie. Każdy z nich to różnica cylindra o średnicy równej finalnemu pierścieniowi oraz wycinków nadających mu finalny kształt. Na przykładzie pierścienia wewnętrznego: zaczynam od cylindra o średnicy równiej 1/2 średnicy bazy, odejmuję cylinder o średnicy 3/14 średnicy bazy, tworząc w ten sposób pierścień. Ponieważ każdy z elementów, który koduję, zawsze ustawiony jest centralnie, odejmuję dodatkowy pierścień o grubości równej ułamkowi bazy – to taki techniczny element, nie wnoszący nic do ostatecznego wyglądu. Pierścień ma mieć wycinki, które spowodują, że na całym obwodzie postaną wyrwy (schody). W tym celu w kodzie znajdują się funkcje wycinek, o których za chwilę.

//pierścień wewnętrzny
module p_wew() {
    difference () {
        cylinder(h*1.7, d=dpod*3.5/7, center=true);
      cylinder(h*1.7, d=dpod*1.5/7, center=true);
      cylinder(h*1/1.7, d=dpod, center=true);
      wycinek(25, 1, 15);
      wycinek(65, 1, 15);
      wycinek(115, 3, 15);
      wycinek(185, 5, 15);
    };
};

Aby uzyskać wycinek koła w OpenScad, należy znaleźć część wspólną koła i trójkąta, w którym jeden z wierzchołków leży dokładnie na środku koła, a dwa pozostałe znajdują się poza jego obwodem. Łatwiej napisać niż uzyskać…w szczególności trójkąt. Ja wykombinowałem to tak: biorę kwadrat o boku x, ustawiony jednym wierzchołkiem na przecięciu osi układu współrzędnych. Następnie biorę drugi kwadrat, tym razem o boku 2x, ustawiony podobnie jak poprzedni, i przekręcam go o y stopni w prawo względem wspólnego wierzchołka obu figur. Odjęcie drugiego kwadratu od pierwszego pozostawia trójkąt prostokątny z jedną z przyprostokątnych o długości boku pierwszego kwadratu, czyli x, oraz kątach y, 90-y oraz 90 stopni. Jeżeli udało Ci się przebrnąć przez ten akapit, to zgodzisz się, że brzmi niezwykle beznadziejnie. Wybacz, ale musiałem go zostawić, bo z tej części kodu jestem wyjątkowo dumny 😀 (chociaż to zadanie na poziomie 7-8 klasy podstawówki przed reformą edukacji – tej poprzedniej).

//wycinek
module
wycinek (rot, wyc, wrot) {
    rotate(-rot) {
        linear_extrude(h*3, center=true) {
            difference () {
                square([dpod, dpod]);
                rotate(-wrot*wyc) {
                    square([dpod*2, dpod*2]);
                };
            };
        };
    };
};

Pierścienie są więc ostatecznie budowane poprzez odejmowanie od siebie cylindrów i wycinków.

To już prawie koniec! Zostaje złożenie całości i dorobienie oczka (bo każdy breloczek musi mieć oczko). Lecz…nie byłbym sobą, gdybym to tak zostawił. Przecież w tym momencie awers i rewers breloka są identyczne. Musiałem więc przekręcić jedną ze stron względem osi przebiegającej prostopadle przez środek breloka. Odbyło się to przy użyciu dwóch sześcianów, ustawionych symetrycznie względem płaszczyzny xy. Ostatecznie brelok jest złożony z dwóch części wspólnych konstrukcji i wspomnianych sześcianów.

//brelok finalny
module brelok() {
    union () {
        //górna część
        intersection () {
            brelok_start();
            translate([0, 0, dpod*1.5/2]) cube(dpod*1.5, center=true);
        };
        //dolna część przekręcona o 65 stopni
        rotate([0,0,65]) intersection () {
            brelok_start();
            translate([0, 0, dpod*1.5/2]) cube(dpod*1.5, center=true);
        };
    };
};

Całość kodu wygląda tak:

Uffff. Ciekawe jaka jest szansa, że ktokolwiek dotrze do tego miejsca (poza tymi, co przeskoczyli większość treści zgodnie z sugestią). Nieszczęśnicy którzy dotrą tu, dowiedzą się, że zaprojektowany przez autora brelok można mieć! Prawdziwy, niepowtarzalny i do tego metalowy! Ponieważ autor, znaczy się ja, otworzyłem kiedyś sklep (za duże słowo) na portalu Shapeways.com (tak tak, kliknij tutaj!!!!). W sklepie tym umieszczam modele, które wydrukowane z plastiku trącają tandetą, ale już wydrukowane z metalu dają radę. W tym momencie (sierpień/wrzesień 2018) umieszczone są tam wisiorki inspirowane wiedźmińskimi znakami. Przy każdym zamówieniu, z kwot które tam widzicie tylko kilka $ trafia do mnie. O dziwo parę osób je już sobie zamówiło i chyba nawet noszą. Ja noszę swój Quen od czasu do czasu, jak nie zapomnę założyć. Albo, gdy potrzebuję dodatkowej ochrony przed złem tego świata – znaczy mam w pracy spotkania z ludźmi z innej planety. Natomiast breloczek będę nosił ZAWSZE! (jak już go zamówię i przyjdzie) To tyle na dziś. Dziękuję za wspólnie zmarnowany czas. Paaa!

PS – Słowem wyjaśnienia tytułu posta:
Słyszałem kiedyś, że każdy ma ulubionego Beatlesa. Prawda to czy nie – nie ma to większego znaczenia, aczkolwiek z tym zespołem właśnie związane jest określenie „psychofan”, którego użyłem w tytule tego posta. Chciałem bowiem pewnego razu sprezentować małżonce jakiś „the best of” Beatlesów. Poszedłem w tym celu do jednego z „dobrych sklepów muzycznych”, gdzie udało mi się zlokalizować coś na oko odpowiedniego. Zadowolony idę do kasy, a tu uśmiechnięty, długowłosy pan, patrząc na to, co chcę kupić, wita mnie słowami: „O! Coś dla psychofanów!”. Nie bardzo wiedziałem, o co mu chodzi. Może to nie było do mnie? Nie przejmując się zbytnio, poszedłem zadowolony do domu. Misja wykonana! Niestety pan kasjer miał rację. Okazało się, że mój „best of” był w istocie zbiorem niepublikowanych wcześniej, krótkich, nie dłuższych niż 2-3 minuty, nagrań zarejestrowanych podczas wizyt zespołu w studiu BBC. Warto czytać spis utworów.

PPS – zacząłem pisać ten post o godzinie 3:18 z poniedziałku na wtorek. Starsza (chociaż niespełna 2 lata) córka nie śpi od godziny 2. Obudził ją deszcz. Młodszą Żona nakarmiła i obie śpią. A ja czuwam. Rodzina Mocą silna.

PPPS – gdy już się raz coś zaprojektuje w 3D, można ten sam model wykorzytać na wiele sposobów – co powiecie na takie gniazdo elektryczne? Lub z czerwonym podświetleniem dla fanów Ciemnej Strony Mocy. Teraz już definitywnie koniec. Cześć!

Nowy sezon

Nowy sezon

Do drzwi zapukał nowy sezon. Nowy sezon drukowania 3D oczywiście, ale przede wszystkim nowa seria prób wyhodowania jadalnych roślin metodą bez użycia gleby. Kontynuuję przygodę, którą rozpocząłem w okolicach kwietnia zeszłego roku. Wydrukowałem sobie wtedy kilka sztuk koszyczków od 3Dponics (pisałem o nich w Działkowcu 3D) i rozpocząłem uprawę rukoli na balkonie. I naprawdę się udało! Tym razem czas na coś większego…

Rośliny osadzone w twardym podłożu korzystają z korzeni jako narzędzia do pobierania wody i soli mineralnych. Składniki potrzebne roślinie do życia i rozrostu pobierane są wraz z wodą, a nie oddzielnie. I na tym właśnie bazuje hydroponika. Stwarza się roślinie możliwość pobierania wody z rozpuszczonymi w niej solami, eliminując funkcję umocowywania rośliny w podłożu. Moja zeszłoroczna rukola mogła więc skupić się na wypuszczaniu bujnych liści zamiast walczyć z glebą w poszukiwaniu życiodajnej wody.

Sukces, jaki odniosłem pozwolił mi na spożywanie własnej rukoli raz w tygodniu od mniej więcej maja do upałów sierpniowych, które niestety „spaliły” moje rośliny doszczętnie. A zaczynałem od nasionek wsadzonych w kostki z wełny mineralnej. Kostki namoczone w wodzie o neutralnym PH „nadziewam” jednym nasieniem i stawiam pod przezroczystym przykryciem. Po kilku dniach oko cieszyła mała roślinka.

hydro_box_openscad

Aby wszystko „trzymało się kupy” zaprojektowałem małe rusztowanie na kostki z wełny mineralnej. Od pewnego czasu staram się wdrażać podejście, zgodnie z którym, gdy robię coś raz, przygotowuję się do ewentualnej powtórki w przyszłości. Dlatego „rusztowanie” zakodowałem w OpenScad (więcej na ten temat w poście o 3D tuningu). Następnym razem wykorzystam ten sam kod zmieniając wartość kilku parametrów i otrzymam model rusztowania na więcej kostek lub z grubszymi ściankami.

Gdy sadzonki osiągnęły odpowiednią wysokość, przeniosłem je do koszyczków od 3Dponics wypełnionych keramzytem (to takie lekkie kruszywo budowlane, doskonale zatrzymujące wilgoć). Te z kolei osadziłem w pudełkach po lodach z jednego z dyskontów (po wcześniejszym wywierceniu dziur w pokrywkach). Na pierwszy raz całkiem spoko, ale jeżeli mam się tym zajmować na serio, to przydałoby się coś wydrukować w 3D, nie? A więc zaprojektowałem i wydrukowałem pojemnik z „dziurawą” przykrywką. Otwór pasuje do wspomnianych już wcześniej koszyczków, a dodatkowo w pojemniku zawarłem miejsce na etykietę. Zainteresowani mogą ściągnąć oba modele (kubek i rusztowanie) z mojego profilu na portalu Thingiverse (odpowiednio tu i tu).

korzenie_hydro

Co więc hodujemy w tym sezonie? Otóż mam dwa mikro drzewka cytryn (bliźniaczki „jednopestkowe”), których uprawę zacząłem jeszcze w październiku zeszłego roku. Trzy sadzonki czerwonej papryki – trzymajcie za nie kciuki, bo wyrosły z pestek papryki kupionej w sklepie osiedlowym w momencie, gdy trzeba było oddać worek pieniędzy za kilo tego warzywa. Nad tymi pracuję od lutego. Jest jeszcze mój najnowszy wynalazek – Pan Brokuł. Jeżeli ten zawodnik przeżyje eksperyment, to po pierwsze udowodnię (w pierwszej kolejności mojej Żonie), że można wyhodować go w warunkach domowych, a dodatkowo okaże się, co warte są kiełki z supermarketu – bo od jednego z nich zacząłem. Poczekamy, zobaczymy…

A dla Was na deser: film z drukowania koszyczków 3Dponics (spoiler: kto wytrwa do końca zobaczy papryki i cytrynę). Czołem!

Ciastka!

Ciastka!

Żeby było jasne – nie wziąłem się za drukowanie jedzenia. Ba! Nie mam nawet zamiaru, wolę gotować „po bożemu”. Drukowanie jedzenia zostawię twórcom drukarki 3D o zmyślnej nazwie Foodini, Hiszpanom z Natural Machines.

Niemniej wpis ten będzie o ciastkach. Dokładniej – o wykrawarkach (czyli takich foremkach bez dna). Skoro domorośli drukarze 3D tworzą w zasadzie wszystko co potrzebne w domu – nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tak błahy gadżet też sobie wydrukować. „Branżowy” Internet aż pęka w szwach od przykładów.

Tym razem nie będę chwalił się swoimi pomysłami – w zamian postanowiłem podzielić się Wami moją listą top 5 z serwisu Thingiverse.

Miejsce 5. Trabant
Dzięki koledze Stepanowi z Czech możemy chrupnąć Trabanta w wersji Sedan.
Mój Dziadek kiedyś miał kombi… może sentyment, a może po prostu fajny pomysł?

wykrawarka_trabant

Miejsce 4. Skarpeta?
Skoro mamy grudzień, nie może zabraknąć Świątecznego akcentu. Twórca skarpety Świętego Mikołaja, OogiMe, zajmuje się przygotowywaniem modeli 3D do druku mających na celu zabicie nudy w kuchni. W kolekcji Świątecznej znajdziemy bałwana, renifera, Świętego Mikołaja, jemiołę, choinkę, bombki, dzwonki…no i oczywiście skarpetę!

wykrawarka_skarpeta

Miejsce 3. Siedzę na… triceratopsie
Mama mówiła, żeby nie bawić się jedzeniem. Wątpię jednak by miała na myśli trójwymiarowe ciastkowe puzzle. W wersji stworzonej przez Animusa mamy do czynienia z koniem i jeźdźcem. Do efektu jak ze zdjęcia sam wykrojnik jednak nie wystarczy – potrzeba jeszcze odrobiny umiejętności obchodzenia się z lukrem.

jezdziec
Na miejscu trzecim ex aequo trójwymiarowy i trójciastkowy triceratops!

wykrawarka_riceratops

Miejsce 2. Teeny Weeny String Bikini
Czym się różni biust od pupy? Wygląda na to, że do zrobienia obu (w wersji ciastkowej oczywiście) wystarczy ten sam gadżet. Reszta to lukier i fantazja.

wykrawarka_pupa

Miejsce 1. Balon pełen miłości
No dobra, mało męskie jak na miejsce pierwsze w zestawieniu przygotowanym przez mężczyznę… a jednak za pomysł i niesamowite wykonanie wielkie brawa (po raz drugi już) dla OogiMe. Tak na marginesie – Cookie Monster widoczny na samej górze tego postu też ich autorstwa.

wykrawarka_balon

W kwestii kształtu ciastek ograniczenia nie istnieją. A z pomocą drukarki 3D można przekroczyć wszelkie bariery. Pewien znajomy, co jakiś czas pyta mnie, kiedy w końcu zacznę drukować seks gadżety. Z tego miejsca chciałbym odpowiedzieć: Drogi Kolego, zanim przejdziemy do konkretnych pomysłów, co powiesz na ciastko w kształcie żeńskiego układu płciowego? (na Thingiverse zdarzają się też i męskie „elementy”, ale admini jakoś szybko sobie z nimi radzą…)

Mała uwaga na koniec: jak uprzejmie donosi portal All3DP, kontakt na linii wydruk 3D – żywność może nie koniecznie być najlepszym pomysłem. Należy brać pod uwagę porowatość wydruków, skład filamentu i ogólny poziom „bezpieczeństwa żywnościowego” drukarki 3D. Ale nie ma strachu – używanie wykrojników drukowanych w 3D raczej nie ma szans nas zabić. Lecz nie mówcie potem, że nie ostrzegałem!

Warto w tym miejscu wspomnieć, że istnieje technologia druku 3D, która jest 100% food safe, a nawet przyjazna zmywarkom i mikrofalówkom. Ale temat druku z ceramiki to już zupełnie inna historia…

Projekt: wieczór – epizod 2 – czas się rozerwać!

Projekt: wieczór – epizod 2 – czas się rozerwać!

Pomysł wpadł jakoś znienacka. Zakiełkował podczas rozmowy o wyładowywaniu się strzelnicy, ale musiał swoje odczekać na wolny wieczór… O co chodzi?

Otóż chodzi o granat F1. Radziecką myśl zbrojeniową podpieprzoną od Francuzów w tak dosłowny sposób, że nawet nazwy nie chciało się nikomu zmieniać. „Zabawki” tej używała Armia Czerwona w czasie drugiej wojny światowej, a produkowały polskie zakłady zbrojeniowe do początku lat 90-tych. Gdybym urodził się parę lat wcześniej, to pewnie uczyliby takim w szkole na Przysposobieniu Obronnym rzucać, no ale niestety… Za teraz mogę sobie taki wydrukować!

grzechotka-granat

Nie chciałem, aby moja nowa kreacja stała się kolejnym zbieracza kurzu. Postanowiłem więc wymyślić dla niej jakąś funkcję. Jako, że rozmiar granatu odpowiada rozmiarom grzechotki, kierunek określił się sam. W czasie modelowania korpusu, w jego górną część wpasowałem gwint, sam środek zaś pozostawiłem pusty. W ten sposób otrzymałem granat z opcją rozkręcania i wypełnienia czymkolwiek bądź.

Do grzechotania idealnie nadają się kuleczki z pochłaniaczy wilgoci. Można je znaleźć w małych woreczkach, na przykład w pudełkach na buty. Wyszło całkiem nieźle, więc zmykam rozwijać się muzycznie, a Was zostawiam z filmem poniżej. Do usłyszenia następnym razem!

Now we are free

Now we are free

Kiedy w grudniu 2015 skończyłem prace nad kaskiem Szturmowca z nowych Gwiezdnych Wojen (dostępny o tu), nieustannie dręczyła mnie myśl wykonania kolejnego hełmu. Czułem potrzebę zmierzenia się z czymś więcej niż „tylko” wydrukowaniem, sklejeniem i wykończeniem. Model kasku Szturmowca pochodził przecież z Thingiverse i nie był mojego autorstwa. I tak przez parę miesięcy zastanawiałem się, co by tu wziąć na warsztat…

Jako, że w czasach podstawówki i liceum nie stroniłem od gier RPG i literatury „magii i miecza” (przeczytałem prawie wszystkie części sagi o Conanie, a Wikipedia mówi, że jest ich ponad 70!). Pomysły przychodziły do głowy różne – może coś z Baldur’s Gate? Wiedźmin? Thorgal? W większości przypadków pomysł upadał ze względu na brak referencji (obrazków), albo po prostu nie czułem „szału”.

Wtedy, całkiem przypadkiem, obejrzałem film, w którym Sharon Stone strzałem z rewolweru ratuje życie dyndającego na szubienicy księdza. I całe szczęście, bo aktor ma szanse jeszcze w kilka ról się wcielić! 5 lat po premierze „Szybkich i martwych” do kin wchodzi „Gladiator” z Russelem Crowe w roli głównej. 21 lat później moja obsesja nabrała kształtu…

sharon stone szybcy i martwi
Źródło: imdb.com

Zacząłem od poszukiwania referencji. Kadry z filmu, zdjęcia replik przygotowanych przez pasjonatów. Trafiłem na jakieś forum, gdzie pewien gość chwalił się swoim hełmem przygotowanym z papieru. Co więcej wrzucił zdjęcia z lewej, prawej, przodu i tyłu – o lepszym odniesieniu nie można marzyć. Modelowanie czas zacząć!

Na pierwszy ogień poszła maska, potem dzwon (kopuła) i osłona szyi. Z oryginalnych rogów zrezygnowałem (sorry Ridley Scott, uważam, że kolce na hełmie to już były trochę kiczowate). Łącznie ze 3-4 miesiące prób i błędów, kilkanaście wersji, a model 3D to przecież dopiero początek…

Narzędziem, które miało mnie doprowadzić do celu był Blender. Bardzo potężne, open source-owe (of kors) oprogramowanie, którym umiejętnie posługujący się designerzy czynią cuda. Sprawdźcie Youtube’a jeżeli nie wierzycie 🙂 Możliwości Blendera pomogły bardzo. Dzięki zaszytym w programie opcjom to, co zrobiłem, to de facto pół hełmu i to w kanciastej wersji. Resztę zrobiły modyfikatory: lustrzanego odbicia, wygładzania płaszczyzn i nadania grubości, a ostatecznie połączenia z pióropuszo-ostrzem. Ten z również został przygotowany w podobny sposób co główna bryła hełmu. Proste, nie?

maximus_blender

Next step: drukarka 3D. Ale nie tak szybko… przecież model ma taki rozmiar jak się zdefiniuje, więc trzeba go przeskalować tak, by zmieścił mi się na głowę. Ale też tak, żebym w nim nie utonął 🙂 i znów prastara metoda prób i błędów, skalowanie, druk 3D wyciętej z hełmu obręczy na wysokości skroni, fail, try again… w końcu upragniony sukces za n-tym razem!

Ostatnim (teraz już na serio) krokiem modelowania było pocięcie modelu na elementy do druku. W tym celu obłożyłem hełm sześcianami o krawędzi 10-ciu centymetrów. Pozostawiając cześć wspólną hełmu i kolejnych kostek uzyskałem 22 elementy o wymiarach idealnych do wydruku. Sam proces drukowania trwał łącznie około 80 godzin w 14-tu podejściach.

Tu skończyła się “odczłowieczona” cześć procesu produkcji 🙂 Reszta to klejenie, szlifowanie, szpachlowanie, szlifowanie, szlifowanie, szlifowanie… Malowanie powierzyłem zaprzyjaźnionemu warsztatowi lakierniczemu, który w ramach przyjaźni zrobił swoje nadając mu kolor.

helm_w_3D_szlifowanie3 helm_w_3D_szlifowanie helm_w_3D_szlifowanie4helm_w_3D_szlifowanie2

Hełm skończony (przynajmniej na teraz), moja wizja urealniona i jestem wolny! Mogę więc sobie zrobić przerwę od przedmiotów „mało przydatnych w codziennym życiu”. Hełm na półkę, ja idę leżeć! Tylko jak zatamować napływ kolejnych pomysłów?

Wpadajcie czasem na bloga zobaczyć, czy może nie pracuję nad jakimś kolejnym projektem. A może Wam marzy się jakiś „zupełnie niepotrzebny” gadżet? Dajcie znać! Jeżeli będzie wystarczająco szalony – obiecuję, że dostanie swój numerek w kolejce do realizacji 🙂

helm_why_not

Zakodowany 3D tuning

Zakodowany 3D tuning

Rozpoczęły się wakacje! Ci z nas, których dzieciństwo przypadało na lata 80 – 90 poprzedniego stulecia pamiętają zapewne zabiegi i gadżety, bez których żaden „poważny” rower nie mógł się obyć. Bardziej sentymentalnym zakręci się łezka w oku, gdy powspominają Wigry 3 i pierwszy tuning, polegający na zdjęciu z niego wszystkiego, co zbędne. I tak poczciwy składak, już bez bagażnika i błotników, nabierał crossowego charakteru – chociaż wtedy takich określeń mało kto używał. Rower miał być fajny, rozpoznawalny i inny niż u kolegi (chociaż jazda bez opon jak u cwaniaka na zdjęciu poniżej to może już lekkie przegięcie…).

chlopaki_na_rowerach
Źródło: images.photo.bikestats.eu

Innym, za to być może bardziej popularnym sposobem na „tuning” roweru były koraliki na szprychy. Ten turkot plastiku, gdy zwalniając podjeżdżałeś do kumpli na osiedlu… Z kumplami, swoją drogą, trwał zażarty handel wymienny. Nie tylko koralik za koralik, ale też koralik za gumę Turbo(!). Mój składak był zielony, więc kolekcjonowałem kulki zielone i czarne, żeby uzyskać coś a’la efekt wojskowego kamuflażu.

Myślicie pewnie, że trochę odjechałem z tymi wspomnieniami. Być może, ale najważniejsze w tym jest to, że od wspomnień, do druku 3D droga okazała się bardzo krótka. Kiedy kilka dni temu przypomniały mi się koraliki, postanowiłem wykorzystać drukarkę 3D i wydrukować sobie kilka sztuk. Zamiast jednak rysować bryłę koralika, zdecydowałem się ją „napisać”. Dokładnie tak: napisać kod, na podstawie którego oprogramowanie komputerowe wygeneruje model 3D koralika, który następnie będę mógł wysłać do drukarki i czekać na efekt.

koralik_openscad

Bardzo przyjemnym i intuicyjnym programem do kodowania modeli 3D jest OpenSCAD. Używanie go, polega na pisaniu skryptu, który następnie zinterpretowany przez komputer, zwraca model 3D. Mój koralik, to w istocie dwadzieścia dwie linijki kodu (nie licząc deklaracji zmiennych), w którym dodawane i odejmowane są od siebie ostrosłupy i walce. Lekcje stereometrii na matematyce w ostatniej klasie 8-letniej podstawówki miały jednak sens!

Druk_3D_koraliki_x4

Drukarka 3D długo jeszcze nie wejdzie do zestawu podstawowych sprzętów domowych. Poza dostępnością maszyn dla przeciętnego gospodarstwa domowego ograniczeniem jest umiejętność modelowania 3D. Lecz jak pokazuje przykład mojego koralika – wystarczy podstawowa znajomość matematyki na poziomie szkolnym i mały opensource’owy program, aby osiągnąć coś naprawdę fajnego!

Klips na banknoty

Klips na banknoty

W Polsce klipsy na banknoty nie są zbyt popularne. Za wielką wodą zaś uważa się je za designerski element dodający właścicielowi męskości – bo to właściwie męski gadżet, kobiety mają przecież swoje bezdenne torebki.

Klipsy na banknoty mają jedną podstawową funkcję: pomagają utrzymać papierowe pieniądze (a w dzisiejszych czasach również karty kredytowe i inne funkcjonalne plastikowe plakietki) w ładzie i porządku. Zwyczajnie zastępują portfel – szczególnie w tych krajach, gdzie praktycznie nie używa się monet (jak chociażby USA, gdzie 90% klientów dostając resztę w drobniakach, wrzuca je do skarbonki na napiwki).

Co ciekawe, kiedyś klipsy w Europie stosowane były jako zabezpieczenie przed kieszonkowcami – bo pieniądze przypinało się do ubrań. W USA natomiast, w okolicach pierwszej dekady XX w., klipsy na pieniądze zaistniały jako elementy trendu modowego, którego zadaniem, poza pełnieniem standardowej funkcji, było podkreślanie statusu właściciela – klipsy najczęściej wykonywane były bowiem z metali szlachetnych, takich jak złoto i srebro.

Ja, co prawda drukować ze złota i srebra nie potrafię (jeszcze!), niemniej zainspirowany pomysłem mojego przyjaciela ze Stanów, jeden taki klips wydrukowałem. Ów gość, z pochodzenia Serb, mieszkający na Florydzie, powiedział mi kiedyś, że odkąd kupił klips na pieniądze, zapomniał, co to portfel. Na wakacje wybierał się w rodzinne strony i pomyślał o prezencie dla swojego brata mieszkającego w Belgradzie. Brat ten jest zapalonym fanem futbolu i kibicem Fudbalskiego klubu Crvena zvezda. Dla znawców tematu przypomnienie: zespół ma na koncie Puchar Europy oraz klubowego mistrzostwo świata z 1991 roku.

FC_Red_Star_Belgrade

Przyjaciel ze Stanów jest właśnie w drodze do Belgradu, a klips leci w to samo miejsce ładnie zapakowany w kopertę. Jest to prawdopodobnie pierwszy i jedyny klips na banknoty z logiem Crvenej zvezdy, jaki kiedykolwiek powstał.

Mówi się, że potrzeba jest matką wynalazków. I prawda, ale to drukarka 3D pozwala na dopasowanie tych wynalazków dokładnie to naszych wymagań i potrzeb!

money_clip

Działkowiec 3D

Działkowiec 3D

Kolejny sezon działkowy zbliża się wielkimi krokami. Kto ma działkę za miastem lub ma Dziadka/Babcię/Mamę/Tatę działkowca – wie o co chodzi.

Działkowcy to najczęściej wspaniali majsterkowicze i wynalazcy. Na wielu działkach zobaczyć można własnoręcznie sklecone altany i szklarnie. Gdy na działkę zaczynają przyjeżdżać dzieci i wnuki, pojawiają się zabawki, piaskownice. Sam pamiętam doskonale pierwszy karmnik zbudowany razem z Dziadkiem. Na działce uczyłem się też „obsługi” szpadla i jego rozróżnienia od łopaty.

Ale to było wieki temu… teraz zaś, realizując czasami dziwne projekty przy użyciu drukarki 3D, uświadamiam sobie, że życie działkowca posiadającego dostęp do technologii 3D to po prostu marzenie! Przecież nawet sprzęty ogrodnicze można drukować. A drukarki pracujące na filamentach PLA – to już w ogóle bajka. O co chodzi?

Adrian Bowyer (inżynier i matematyk z uniwersytetu w Bath, a jednocześnie ojciec projektu RepRap, czyli drukarek 3D drukujących drukarki 3D) przedstawił kiedyś wizję gospodarstwa rolnego, które zajmowało się uprawą kukurydzy. Plony przeznaczane były na trzy cele: do spożycia, do siewu oraz do (zgadza się!) druku 3D. Materiał PLA można bowiem uzyskać z mączki kukurydzianej i to nawet w warunkach domowych.

Czy ta wizja się kiedyś ziści? Na dużą skalę – nie wydaje mi się. Ostatnio chyba on sam zwątpił (w sieci pojawiły się informacje, że postanowił wycofać się z biznesu druku 3D). Niemniej w tym momencie mój pomysł na emeryturę jest już coraz bardziej klarowny: hektar pola kukurydzy (o ile nadal będzie można w tym kraju kupić ziemię nie będąc rolnikiem…), mały domek z widokiem na las i/lub jezioro, gdzie w piwnicy drukarki 3D produkują wszystkie przedmioty codziennego użytku potrzebne mnie – emerytowi i lokalnej społeczności.

3dponics
Źródło: 3Dponics

Na szczęście do emerytury jeszcze parę ładnych lat. Tymczasem nie mam ani hektara ziemi, ani tym bardziej pola kukurydzy. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by zacząć rozpracowywać system hodowli roślin w warunkach miejskich. Tu z pomocą przychodzi projekt firmy 3Dponics – łączący druk 3D z hydroponiką, czyli bezglebową uprawą roślin. Kanadyjczycy opracowali i wciąż rozwijają kilka ciekawych rozwiązań, dzięki który uprawą roślin zająć się może dosłownie każdy, a brak miejsca przestaje być wymówką. Ciekawostką jest, że system ten znalazł również zastosowanie w hodowli medycznej odmiany pewnego zielska….

3dponics-mini
Źródło: 3Dponics

3Dponics proponują kilka systemów hydroponicznych. Są one całkowicie open-source’owe, a pomysłodawcy zachęcają do przyłączenia się do społeczności i dzielenia się swoimi pomysłami. Cechą charakterystyczną zestawów do hodowli roślin są oczywiście elementy drukowane w technologii 3D, a najprostsza z propozycji – konstrukcja 3Dponics mini, składa się z dwóch butelek pet i łącznika. Jedna z butelek pełni funkcję donicy, a połączona z nią druga butelka jest jednocześnie stojakiem i zbiornikiem na ociekającą wodę. Pozostałe dwie konstrukcje są bardziej skomplikowane – pozwalają za to nie martwić się o podlewanie przez długi czas. Wersja najbardziej zaawansowana wykorzystuje pompę do akwarium do rozruszania cyrkulacji wody.

3Dponics-non-circulating
Źródło: 3Dponics

Dla zainteresowanych podbojem kosmosu ciekawostka – pomysłodawcy drukowanych w 3D systemów hydroponicznych stawiają sobie na cel dopracowanie rozwiązania do hodowli roślin w przestrzeni kosmicznej. Pomysł, który zrodził się w głowach zapaleńców z Ontario jest rozwijany przez jedną z jednostek Rhode Island Collage, a przygląda mu się też NASA.

Na koniec apel i zachęta: zostań działkowcem w swoim domu! Dla osób, które zechcą rozpocząć przygodę z hodowaniem roślin w oparciu o hydroponikę proponujemy rabat na wydruki 3D projektów 3Dponics, które wraz z instrukcjami dostępne są do ściągnięcia poprzez ich stronę internetową.

Sztuka, ręcznie rzeźbione gitary i drukowanie 3D

Sztuka, ręcznie rzeźbione gitary i drukowanie 3D

Wśród wydruków 3D widzę trzy główne trendy. Po pierwsze druk 3D jest coraz częściej wykorzystywany w przemyśle i biznesie. Drugi trend reprezentują przedmioty użyteczne i gadżety drukowane w zaciszu domowym przez pasjonatów. Natomiast trzecim kierunkiem jest sztuka. Jednym z powodów podejścia traktującego wydruki 3D jak dzieła sztuki, jest swoista niepowtarzalność tego, co otrzymujemy. Jedna z firm świadcząca usługi druku 3D wystawia nawet certyfikaty „wyjątkowości”, gwarantując to, że nigdy więcej nie wykona wydruku tego samego modelu.

hand_carved_guitar

Moja przygoda ze sztuką ma inny wymiar. Robert, znajomy rzeźbiarz, zajmuje się produkcją korpusów gitar elektrycznych. Wyjątkowych, bo zdobionych ręcznie. Podczas jednej z naszych rozmów o kreatywności, sztuce i przedsiębiorczości, Robert wpadł na pomysł gitary nawiązującej stylistyką do steampunku (ciekawy estetycznie temat – odsyłam do Wikipedii). I tak zaczęliśmy współpracę.

Robert przekazał mi szkic pomysłu – mechanizmu składającego się ze współpracujących kół zębatych. Ja wziąłem na siebie przygotowanie modeli 3D na bazie rysunków. Po kilku rundach poprawek i przeróbek przyszedł czas na zmaterializowanie pomysłu na drukarce 3D. Reszta to już kunszt Roberta. Efekt końcowy możecie podziwiać (i ewentualnie zalicytować) na aukcji eBay – tu.

szkic druk 3D

steampunk001

I co Wy myślicie? Podoba się? Może znacie kogoś, to chciałby mieć gitarę „szytą na miarę”? Pomysł to najważniejszy pierwszy krok, dalej już jest z górki 🙂

steampunk_guitar druk 3D